czwartek, 19 października 2017

Piórnik dla Rafała

Oj mało szyję ostatnio. Mam rozgrzebany patchwork  z pieskiem i zazdrostkę szydełkową obrazek zimowy. Obiecałam sobie, że nic więcej nie będę rozgrzebywać ale przyszedł synek i powiedział "Mamo piórnik mi się podarł." Syn piórniki używa intensywnie i codziennie, nosi w nich cały arsenał ołówków, cienkopisów i innych przyborów rysunkowych. 


Wyszedł trochę duży. Ale testowałam na tym piórniku technikę. Teraz mogę mu uszyć mniejszy.
Co zabawne na moje pytanie o kolor piórnika odpowiedź była oczywiście "czarny", a gdy zaproponowałam aby wybrał jakiś dodatkowy kolor to "czerwony". OK-  powiedziałam - ale wiesz, że możesz wybrać każdą z tych szmatek, która jest w szafie. I zobaczyłam z boku jak wyglądamy  my - szmatoholiczki - macając , głaszcząc, oglądając i dopasowując szmatki. Tak właśnie zachował się mój synek. Zobaczył możliwości. A szmatki mam ładne :)



Powyżej boczki piórnika.
Teraz szczegóły techniczne:
Technologia szycia





















Tkanina: czarna Ditte z Ikea
Zamek na metry z hurtowni Stoklasa
Wypełnienie  - bawełna - kiltowo.pl
Pozdrawiam serdecznie
Karolina z Pracowni pod Aniołem

niedziela, 1 października 2017

Skrzypce Nigela

Po raz drugi skorzystałam z tego samego wzoru. Pierwszy był dla Taylor Davis. I po tamtej poduszce miałam niedosyt. Była taka klasyczna, grzeczna. A ja lubię odrobinę szaleństwa. Byłam z Panem i Władcą na koncercie Nigela Kennedy. A po koncercie spytałam z jakim kolorem kojarzy mu się Nigel. Z fioletem - usłyszałam odpowiedź. Co bardziej znaczące, zadając pytanie, znałam odpowiedź, mi też kojarzył się z fioletem. I już wiedziałam, że uszyję fioletowe skrzypce. 



Mają już swoje miejsce na mojej ścianie.

Na powyższym zdjęciu widać szczegóły.
A teraz szczegóły techniczne:

rozmiar 45x45cm
tkaniny: moje farbowanki
wzór : kupiony na etsy od http://www.whimsandfancies.com/violin-paper-piecing/


Teraz mogę się zająć projektem narzuty na moje łóżko albo trenowaniem aplikacji albo kolejnym projektem szydełkowym albo...dość
Pozdrawiam 
Karolina z Pracowni pod Aniołem


środa, 27 września 2017

Firanka z motylami

To było długie i trudne lato. Cóż zamiast plaży? oczywiście robótki. Szydełko  i nitka zajmują mało miejsca w bagażu. Znacznie mniej niż maszyna do szycia. W dodatku przy szybko zapadającym zmroku można robić w czołówce:) No to cóż robiłam? Firankę do kuchni z motylami. Co prawda , niektórzy twierdzą, że mam już chyba firanki w każdym oknie ale to nieprawda, ja mam tylko dużo firanek do kuchennego okna.
Wróćmy jednak do firanki. Wzór jest z tej strony. Oczywiście, że zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Bratki i motyle, to przecież maj jest. A ja majowa jestem :)

Nitki bawełniane 30x4 poszła niecała szpulka (zostało na średnią serwetkę), szerokość 95cm wysokość 35cm.  



Bardzo mi się podoba.
W najbliższym czasie mam trochę planów, mam nadzieję, że uda się większość zrealizować :)
Pozdrawiam
Karolina z Pracowni pod Aniołem

sobota, 9 września 2017

Podkładki

Uszyłam cztery podkładki, aby przetrenować szycie bloków. Z czterech bloków jestem zadowolona z jednego.  Następnym razem uszyję jeden ale dopracowany. Muszę się też nauczyć dopasowania kształtów w bloczkach i patchworkach z pikowaniem. Nie lamowałam ich tylko obrzuciłam zygzakiem z cieniowaną nicią. Będą służyły jako podkładki pod garnki :)






Pozdrawiam serdecznie 
Karolina z Pracowni pod Aniołem

środa, 6 września 2017

Jezioro wersja druga poprawiona

Rok temu uszyłam na wystawę w Zielonej Górze quilt. Pisałam o nim w Tym poście. Miałam wątpliwości, czy on się nadaje na wystawę i przyznam się Wam, że miałam rację. Nie powinnam go dawać na wystawę. On był niewystarczająco dobry. Był "trochę nieskończony" . Bałam się go wypikować . I przez ostatni rok nie dawał mi spokoju. Aż w końcu nadszedł jego dzień. Poprawiłam go trochę :) Dodałam pikowanie wody, ziemi (moje ukochane kamyki), dorobiłam pikowaniem trawy i ważki. Nie wiem czy jest lepiej ale teraz jest skończony :) 
Zdjęcia są do d... bo pada, ciągle pada. W domu ciemno a na dworze mokro :(





Tu zdjęcie przed poprawkami


Pozdrawiam serdecznie
Karolina  z Pracowni pod Aniołem

piątek, 25 sierpnia 2017

Sprzątanie kuchni

Dzisiaj przyszła kolej na kuchnię.  I znowu: dlaczego kuchnię? U mnie dlatego, że jest najbardziej problematyczna. Mała, pełna sprzętów, z mnóstwem potrzebnych rzeczy.  Jak sprzątać? Ja  jechałam szafka po szafce.  Z góry w dół.  Lubię robić to jednego dnia ale równie dobrze można sprzątać jedna szafka jeden dzień albo przy okazji tygodniowego sprzątania przeglądać dokładnie kolejne szafki. Dlaczego sprzątnęłam całą kuchnię w ciągu jednego dnia i teraz leżę ze zmęczenia i kwiczę? Po pierwsze lubię ten efekt "wow". Po drugie moja kuchnia jest mała i w sumie mam siedem szafek z czego cztery malutkie. Ale i tak w każdej wyjmowałam wszystko i przeglądałam każdą rzecz. I znowu, trochę rzeczy poleciało, kilka zmieniło miejsce a dla kilku szukam nowego domu. Znalazłam kilka takich co uznałam za zaginione w akcji oraz całkiem pokaźną kolekcję alkoholi :)
Kuchnia w moim przypadku to niestety osad z gazu. Lepkie ohydztwo. Nie będę Was namawiać do sprzątania tego metodami naturalnymi, może do codziennego ogarniania są dobre ale do akcji "perfekcyjna" - chyba za słabe. Jakoś nie wierzę aby stary brud dał się rozpuścić szybko i bezboleśnie pod wpływem sody oczyszczonej i octu. Ja używam tego:


Nie płacą mi za reklamę. Ale i tak zareklamuję. Działarewelacyjnie. Ja to kupuję w jakiś internetach :) nie pamiętam nazwy sklepu ale jak się wpisze w wyszukiwarkę to się pojawia. Jedna uwaga: używamy tego w rękawiczkach i spłukujemy z mytej powierzchni. Do tego używam szmatek z lidla i innej chemii lidlowej, używam ich bo tam robię zakupy, a nie chce mi się szukać idealnego środka w całym mieście.
Trzeba wiedzieć co można oddać, co można wyrzucić, a co mimo, że jest brzydkie i zniszczone musi zostać. Oczywiście, jeśli ktoś jest minimalistą naturalnym to nie ma problemu z tym co ma wyrzucić, reszta z nas po prostu musi to przemyśleć. Jest zasada pół roku- czyli jeśli nie używamy czegoś przez pół roku to możemy to wyrzucić. Jest zasada trzech P - czyli zostaje tylko to co jest piękne, pożyteczne lub potrzebne. Jest zasada - jeśli to kochasz to zostaje. Ja stosuję inną zasadę - zdrowego rozsądku. Nie jest ona zbyt jasna ale z grubsza odpowiadam sobie na pytania - czy ja tego potrzebuję? czy ja tego używam? czy mam miejsce aby to przechowywać? czy nie mam czegoś czym mogę to zastąpić? co będzie jeśli to wyrzucę? skąd to mam? czy mogę to komuś oddać, sprzedać? Po co mi na przykład zestaw do fondue dla dwojga? skoro w domu jest nas czworo ?  zajmuje miejsce w szafie -  w moim odczuciu musi zniknąć zwłaszcza, że komplet do fondue czeka na lepsze czasy w piwnicy :) . Albo durszlak z złamanym uszkiem - kilkakrotnie mnie zawiódł, gdy odlewałam makaron, a mam jeszcze jeden durszlak, więc decyzja prosta - śmietnik.
Śmietnik również z jedzeniem przeterminowanym (znalazłam stare budynie - Maciek się wyprowadził dwa lata temu a tylko on jadał u nas budyń) i zepsutym. Nie będę tego uzasadniać liczę na Waszą inteligencję.
Na częściach wspólnych mieszkania trzeba wziąć pod uwagę potrzeby wszystkich mieszkańców, tak więc dla Babci kubeczki wiszą na haczykach  - bo trudno jej sięgnąć do szafki wiszącej, dla kota stoi krzesełko bo już nie daje rady wskoczyć na parapet do jedzenia, a dla Pana i Władcy miejsce na półce dla jego "mieszanek sportowych"

Oczywiście oprócz szafek czyścimy też glazurę, blaty, sprzęty. też zgodnie z zasadą najpierw to co stoi wyżej, potem niżej. Ja umyłam też okno dla lepszego efektu. Na końcu myjemy podłogę.
I czas na następne pomieszczenie. trzeba podjąć męską decyzję: łazienka? przedpokój? czy pokój dzienny? a może sypialnia?
Ale tą decyzję podejmiemy jutro :)
Pozdrawiam serdecznie
Karolina z Pracowni pod Aniołem

czwartek, 24 sierpnia 2017

Sprzątanie w piwnicy

Przez dwa tygodnie siedziałam na czterech literach i robiłam zazdrostkę w motyle.


Robiłam, robiłam aż miałam dość. Zebrało mi się na sprzątanie. Przemyślałam przy robieniu zazdrostki kilka rzeczy w moim domu. Trzeba było teraz wcielić je w życie :)
Plan sprzątania w moim wypadku to ustalenie kolejności pomieszczeń.
 Zaczęłam od piwnicy - mojej, bo piwnica Pana i Władcy to teren dla mnie zakazany, mogę co najwyżej poszukać sobie  tam jakiegoś sprzętu ale szybciej jest jechać do Castoramy i kupić nowy. Ale wróćmy do planu. Dlaczego zaczęłam od piwnicy? To proste, żeby mieć gdzie przechowywać to, co do czego będę miała wątpliwość czy wyrzucić, oraz to, czego nie chcę przechowywać w domu. Poza tym skoro zwykle zanosimy tam różne rzeczy do przechowania, to należy je przejrzeć. No to przejrzałam i  poleciały między innymi: obicia wymienne na kanapę, narzuta z ikei na łóżko, ozdoby świąteczne, których już nie używam, oraz cała masa drobnego śmiecia. uzbierało się tego z 6 -8 worków.Nie wyrzucamy potrzebnych rzeczy  - tym znajdujemy miejsce na półkach, wyrzucamy lub oddajemy/ sprzedajemy te, których nie potrzebujemy, są zepsute lub po prostu ich nie chcemy.  Moja piwnica służy mi za suszarnię i zależało mi na dużej przestrzeni wolnej na środku. Więc wszystko co postanowiłam zostawić musiało się zmieścić na regałach i pod ścianą.
No dobra ale co zostało? Jeszcze dużo: krzesła zapasowe - składane, krzesełka i zabawki dziecięce  - nigdy nie wiadomo, pamiątki z życia chłopców, dodatkowa maszyna do szycia, stół, buty zimowe, sanki i łyżwy, sprzęt turystyczny. Jak widzicie nie wyrzucałam bez opamiętania :)

Gdy już powyrzucałam przyszedł czas na odkurzacz i ...koniec. Mam na regałach miejsce na ewentualne rzeczy z góry, poukładane to co musiało zostać i na środku miejsce do suszenia prania.
To naprawdę nie jest bardzo trudne. Trzeba oczywiście dobrze się do tego nastroić. Jest cała masa publikacji jak sprzątać lub zostać minimalistą, lecz dopuki sami nie dojrzejemy do tego to nic sie nie zmieni. To ja muszę mieć taką potrzebę bo to moje rzeczy mnie przygniatają. Co prawda mogą mnie przygniatać cudze rzeczy ale wtedy nie wyrzucamy tylko negocjujemy. Bez tego wewnętrznego bólu z nadmiaru nikt nie ruszy "zapasów i przydasiów" nawet jeśli strych będzie się od nich załamywał a do piwnicy nie da się wejść.


Czas na kolejne pomieszczenia
I być może znajdę czas na jakieś szycie
Pozdrawiam serdecznie
Karolina z Pracowni pod Aniołem

niedziela, 23 lipca 2017

Szaleństwo farbowania

Od dłuższego czasu przestałam twierdzić, że jestem normalna, ale w moim szaleństwie jest nie jestem odosobniona. W czwartek zebrałam się w sobie i zaczęłam farbować szmatki. W BOM-ach używam "zimnych fioletów" i różów. A te mi się zaczęły kończyć :) No to dofarbiłam. Plan i wykonanie. 


Oczywiście miałam farbować dużo niebieskiego, to mi trochę nie wyszło :) Ale fiolety i róże jak najbardziej.
Na sobotę byłam umówiona na grupowe farbowanie w moim ogrodzie. W piątek cały dzień lało, załamana byłam. Chciałam z dziewczynami farbować a tu warunki pogodowe nie nastrajały. I stała się sobota. Z pięknym słońcem od samego rana.


Takie szaleństwo dziewczyny ogarnęło, że cały mój zapas białego płótna zużyłyśmy a i surówka bawełniana poszła w ruch. Było pięknie, kreatywnie, słonecznie. Robiłyśmy za atrakcję dzielnicową:)



Powyższe zdjęcie przedstawia powierzchniowo ile mam zafarbowanych szmat :)
Jak znam życie to nie koniec szaleństwa, w końcu nadal nie mam niebieskich szmat :)
Pozdrawiam serdecznie
Karolina z Pracowni pod Aniołem


wtorek, 18 lipca 2017

Bomy

Bomy. będzie 12 . Nadrobiłam od stycznia. Najfajniejsze dwa ostatnie:)



czwartek, 13 lipca 2017

Kierunki

Lubię przeglądać pinteresta. Na hasła gardening lub patchwork ukazują się przeróżne inspirujące zdjęcia. Gdy zobaczyłam kierunkowskaz na jednym ze zdjęć wiedziałam ,że muszę mieć podobny. Oczywiście, nie jestem mamą małej dziewczynki i nie potrzebuję kierunkowskazu do Pałacu Kopciuszka, ale już z Thorem i Wiedźminem chętnie się spotkam :) Mój kierunkowskaz jest prostszy. Ale dał mi masę radości. Część tabliczek wypalał lutownicą Pan i Władca, część Rafał, a część ja. Mi sprawiło to oczywiście największą frajdę :)








Bergamuty zostały wypalone specjalnie dla Mojej Dziewczynki na specjalne życzenie jej mamy :)


W poprzednim wpisie ogrodowym obiecałam zdjęcia moich posadzonych w tym roku róż. 

Jej wysokość "Golden Gate"

Ich aromatyczność "Chinatown"


Dzieje się u mnie w ogrodzie, a to dopiero początek lata.
Pozdrawiam serdecznie i jeśli macie wątpliwość gdzie leży jakaś kraina to pytajcie :)
Karolina z Pracowni pod Aniołem

sobota, 8 lipca 2017

Bieżnik z różami, bomy i zdolne dziecko

Długo, cierpliwie i z przerwami robiłam bieżnik z różami. Życie nigdy nie jest proste ani łatwe, a moje, a im dłużej mieszkam z Babcią Sebastiana, tym bardziej robi się skomplikowane i zajęte.  Ktoś musi się zajmować ... jak mawia moja mama. Wykradam wolne chwile na szycie i robienie na szydełku.Wracając do bieżnika to wyszedł ekstra, nieskromnie powiem.



Życie życiem ale ja miałam tydzień urlopu, oczywiście bardzo pracowitego. Znalazłam jednak chwilkę na szycie. W tym roku zapisałam się do Stowarzyszenia Polskiego Patchworku. I biorę udział w zabawie polegającej na szyciu co miesiąc jednego kwadratu według otrzymanego tutorialu.

styczeń

luty

marzec

reszta miesięcy w późniejszym terminie.
Prawda, że warto się zapisać?

Podczas jednego, wolnego popołudnia zabrałam Rafała do domku w lesie. Dosyć długo tam się jechało, i z nudów powiedziałam do niego " narysuj mnie" Efekt poniżej. 


Co powiedział mój ojciec, gdy pokazałam mu obrazek?
"Ty tak trzymasz kierownicę?!"
I tym optymistycznym akcentem, uważajcie jak trzymacie kierownicę nawet na rysunku :)
Pozdrawiam serdecznie
Karolina z Pracowni pod Aniołem

niedziela, 2 lipca 2017

Plaża

Czasami człowiek musi. Mam urlop, ale jestem uwiązana w domu. No, to zrobiłam sobie prywatną plażę. Nawet mam swój parawan :) Plaża mieści się w akwarium. Piasek pochodzi z plaży w Jastrzębiej Górze, na której byłam w marcu. Muszelki z szybkiego wypadu na plażę. Ludzik lego z zasobów syna :) Jeszcze tylko słoneczko zapalę :)





Pozdrawiam serdecznie
Karolina z Pracowni pod Aniołem

niedziela, 18 czerwca 2017

Ogień pod maszyną

Wciągnęło mnie szycie metodą pojagi/bojagi. Bardzo podoba mi się efekt przenikania światła. Jeśli dołożymy do tej metody ręcznie farbowane tkaniny, to już jest, dla mnie, pełen odlot. 


Kolorystyka dla mnie teraz nietypowa, ale jakieś 10 może 12 lat temu położyłam w kuchni żółte kafle z bordową fugą. Przez pierwszy rok mi się podobały, a potem moja miłość do nich się systematycznie zmniejszała. A teraz nie chce mi się kombinować, aby ją zmienić. Więc się jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. A ja mam żółto-czerwoną kuchnię z sosnowymi szafkami i "płonącą zazdrostką"

Pozdrawiam z gorącego Gdańska
Karolina z Pracowni pod Aniołem

czwartek, 15 czerwca 2017

Pojagi / bojagi

Wymyśliłam sobie zasłony. Wiedziałam, że mają być patchworkowe. Nie wiedziałam jak je uszyć. Nie chciałam by były grube i ciężkie. Zaczęłam się zastanawiać, kombinować. W końcu znalazłam sobie ścieg płaski i już wiedziałam, jak chcę je uszyć. Oczywiście okazało się, że wyważałam otwarte drzwi.  Ania Sławińska na Faacebooku pokazała zasłonki, które uszyła.   W jednym z komentarzy padło słowo "pojagi". Sprawdziłam to słowo. Okazało się koreańską techniką patchworkową. Zakochałam się w niej. 

 Dziś zrobiłam próbkę w tej technice. Jest super. I próbka i technika. Wiem, co zrobię. Będę miała wymarzone zasłony. Na razie mam zasłonkę na drzwi do łazienki. Czerwono różową . Jestem bardzo zadowolona z tej próby. 


A tu na miejscu przeznaczenia.




Mogłam dzisiaj szyć sobie dzięki uprzejmości Eli, która użyczyła mi swoją maszynę.

Pozdrawiam serdecznie
Karolina z Pracowni pod Aniołem

Ogród 2017


Zepsuła mi się maszyna :( Mam nadzieję, że "Panowie z Eti" przywrócą rozum mojej "zdzisi". Ponieważ jestem odcięta od szycia zajęłam się serwetką, oglądaniem "Hause of cards", i ogrodem. O serialu pisać Wam nie będę, sami zobaczcie, ale jeśli dziesiąta część tego, co jest pokazana jest prawdziwa, to ja się boję. Serwetka się robi w trakcie serialu i innych filmów na netfiksie. A ogród? no cóż. Ogród odpłaca mi pięknem. Spodziewajcie się w tym sezonie jeszcze kilku wpisów tego typu. Zaczął się czerwiec i róże rozpoczęły kwitnienie. 
Louise Odier. Niesamowicie pachnie i przepięknie kwitnie. Mój powód do dumy.


Obok niej rośnie lawenda, turki i malutka róża miniaturowa, którą dostałam w zeszłym roku na dzień matki. Przyznam Wam się, że myślałam, że nie przetrwa, ale jest waleczna :) (to te małe żółte punkciki pod nosem psa)


Poniżej róża, którą wykopałam z dzikiego ogródka, po mojej ulubionej sąsiadce. W zeszłym roku była marną gałązką a w tym roku jest już fajnym krzaczkiem.


Obok niej rośnie, jeszcze nie kwitnąca ale obsypana pąkami róża kupiona w Lidlu. Kupiłam ją w zeszłym roku bo żal mi się jej zrobiło. Miała całe gałązki oblepione woskiem. W zeszłym roku odpłaciła mi się pięknymi kwiatami a w tym też się dobrze zapowiada. 



Moja mikrokolekcja róż powiększyła się w tym roku o trzy sztuki, jeszcze nie kwitną ale mają już pączki :) Zdjęcia będą jak zakwitną:) A mam w planach jeszcze co najmniej zakup jednej :) 

Poniższe zdjęcia są z mojej grządki wzniesionej, rosną na niej: czosnek, turki, goździki, buraczki, jarmuż, begonie. Taki kolorowy śmietniczek :) W tym roku testuję ściółkowanie skoszoną trawą. Mam już pierwsze obserwacje. Jest lepiej :)







A tu królowa mojego ogrodu. Już jedyna, niepodzielna władczyni na tym terenie. Przepędzi każdego, kto się nieproszony pojawi, a i tych proszonych sprawdza :) Zło wcielone, widać po oczach. 


 A tu zdjęcie sprzed czterech lat. Ten sam ogródek, klepisko.


Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na kawę :)
Karolina z Pracowni pod Aniołem
PS. Część zdjęć z dzisiejszego posta zrobił Rafał :)