sobota, 9 września 2017

Podkładki

Uszyłam cztery podkładki, aby przetrenować szycie bloków. Z czterech bloków jestem zadowolona z jednego.  Następnym razem uszyję jeden ale dopracowany. Muszę się też nauczyć dopasowania kształtów w bloczkach i patchworkach z pikowaniem. Nie lamowałam ich tylko obrzuciłam zygzakiem z cieniowaną nicią. Będą służyły jako podkładki pod garnki :)






Pozdrawiam serdecznie 
Karolina z Pracowni pod Aniołem

środa, 6 września 2017

Jezioro wersja druga poprawiona

Rok temu uszyłam na wystawę w Zielonej Górze quilt. Pisałam o nim w Tym poście. Miałam wątpliwości, czy on się nadaje na wystawę i przyznam się Wam, że miałam rację. Nie powinnam go dawać na wystawę. On był niewystarczająco dobry. Był "trochę nieskończony" . Bałam się go wypikować . I przez ostatni rok nie dawał mi spokoju. Aż w końcu nadszedł jego dzień. Poprawiłam go trochę :) Dodałam pikowanie wody, ziemi (moje ukochane kamyki), dorobiłam pikowaniem trawy i ważki. Nie wiem czy jest lepiej ale teraz jest skończony :) 
Zdjęcia są do d... bo pada, ciągle pada. W domu ciemno a na dworze mokro :(





Tu zdjęcie przed poprawkami


Pozdrawiam serdecznie
Karolina  z Pracowni pod Aniołem

piątek, 25 sierpnia 2017

Sprzątanie kuchni

Dzisiaj przyszła kolej na kuchnię.  I znowu: dlaczego kuchnię? U mnie dlatego, że jest najbardziej problematyczna. Mała, pełna sprzętów, z mnóstwem potrzebnych rzeczy.  Jak sprzątać? Ja  jechałam szafka po szafce.  Z góry w dół.  Lubię robić to jednego dnia ale równie dobrze można sprzątać jedna szafka jeden dzień albo przy okazji tygodniowego sprzątania przeglądać dokładnie kolejne szafki. Dlaczego sprzątnęłam całą kuchnię w ciągu jednego dnia i teraz leżę ze zmęczenia i kwiczę? Po pierwsze lubię ten efekt "wow". Po drugie moja kuchnia jest mała i w sumie mam siedem szafek z czego cztery malutkie. Ale i tak w każdej wyjmowałam wszystko i przeglądałam każdą rzecz. I znowu, trochę rzeczy poleciało, kilka zmieniło miejsce a dla kilku szukam nowego domu. Znalazłam kilka takich co uznałam za zaginione w akcji oraz całkiem pokaźną kolekcję alkoholi :)
Kuchnia w moim przypadku to niestety osad z gazu. Lepkie ohydztwo. Nie będę Was namawiać do sprzątania tego metodami naturalnymi, może do codziennego ogarniania są dobre ale do akcji "perfekcyjna" - chyba za słabe. Jakoś nie wierzę aby stary brud dał się rozpuścić szybko i bezboleśnie pod wpływem sody oczyszczonej i octu. Ja używam tego:


Nie płacą mi za reklamę. Ale i tak zareklamuję. Działarewelacyjnie. Ja to kupuję w jakiś internetach :) nie pamiętam nazwy sklepu ale jak się wpisze w wyszukiwarkę to się pojawia. Jedna uwaga: używamy tego w rękawiczkach i spłukujemy z mytej powierzchni. Do tego używam szmatek z lidla i innej chemii lidlowej, używam ich bo tam robię zakupy, a nie chce mi się szukać idealnego środka w całym mieście.
Trzeba wiedzieć co można oddać, co można wyrzucić, a co mimo, że jest brzydkie i zniszczone musi zostać. Oczywiście, jeśli ktoś jest minimalistą naturalnym to nie ma problemu z tym co ma wyrzucić, reszta z nas po prostu musi to przemyśleć. Jest zasada pół roku- czyli jeśli nie używamy czegoś przez pół roku to możemy to wyrzucić. Jest zasada trzech P - czyli zostaje tylko to co jest piękne, pożyteczne lub potrzebne. Jest zasada - jeśli to kochasz to zostaje. Ja stosuję inną zasadę - zdrowego rozsądku. Nie jest ona zbyt jasna ale z grubsza odpowiadam sobie na pytania - czy ja tego potrzebuję? czy ja tego używam? czy mam miejsce aby to przechowywać? czy nie mam czegoś czym mogę to zastąpić? co będzie jeśli to wyrzucę? skąd to mam? czy mogę to komuś oddać, sprzedać? Po co mi na przykład zestaw do fondue dla dwojga? skoro w domu jest nas czworo ?  zajmuje miejsce w szafie -  w moim odczuciu musi zniknąć zwłaszcza, że komplet do fondue czeka na lepsze czasy w piwnicy :) . Albo durszlak z złamanym uszkiem - kilkakrotnie mnie zawiódł, gdy odlewałam makaron, a mam jeszcze jeden durszlak, więc decyzja prosta - śmietnik.
Śmietnik również z jedzeniem przeterminowanym (znalazłam stare budynie - Maciek się wyprowadził dwa lata temu a tylko on jadał u nas budyń) i zepsutym. Nie będę tego uzasadniać liczę na Waszą inteligencję.
Na częściach wspólnych mieszkania trzeba wziąć pod uwagę potrzeby wszystkich mieszkańców, tak więc dla Babci kubeczki wiszą na haczykach  - bo trudno jej sięgnąć do szafki wiszącej, dla kota stoi krzesełko bo już nie daje rady wskoczyć na parapet do jedzenia, a dla Pana i Władcy miejsce na półce dla jego "mieszanek sportowych"

Oczywiście oprócz szafek czyścimy też glazurę, blaty, sprzęty. też zgodnie z zasadą najpierw to co stoi wyżej, potem niżej. Ja umyłam też okno dla lepszego efektu. Na końcu myjemy podłogę.
I czas na następne pomieszczenie. trzeba podjąć męską decyzję: łazienka? przedpokój? czy pokój dzienny? a może sypialnia?
Ale tą decyzję podejmiemy jutro :)
Pozdrawiam serdecznie
Karolina z Pracowni pod Aniołem

czwartek, 24 sierpnia 2017

Sprzątanie w piwnicy

Przez dwa tygodnie siedziałam na czterech literach i robiłam zazdrostkę w motyle.


Robiłam, robiłam aż miałam dość. Zebrało mi się na sprzątanie. Przemyślałam przy robieniu zazdrostki kilka rzeczy w moim domu. Trzeba było teraz wcielić je w życie :)
Plan sprzątania w moim wypadku to ustalenie kolejności pomieszczeń.
 Zaczęłam od piwnicy - mojej, bo piwnica Pana i Władcy to teren dla mnie zakazany, mogę co najwyżej poszukać sobie  tam jakiegoś sprzętu ale szybciej jest jechać do Castoramy i kupić nowy. Ale wróćmy do planu. Dlaczego zaczęłam od piwnicy? To proste, żeby mieć gdzie przechowywać to, co do czego będę miała wątpliwość czy wyrzucić, oraz to, czego nie chcę przechowywać w domu. Poza tym skoro zwykle zanosimy tam różne rzeczy do przechowania, to należy je przejrzeć. No to przejrzałam i  poleciały między innymi: obicia wymienne na kanapę, narzuta z ikei na łóżko, ozdoby świąteczne, których już nie używam, oraz cała masa drobnego śmiecia. uzbierało się tego z 6 -8 worków.Nie wyrzucamy potrzebnych rzeczy  - tym znajdujemy miejsce na półkach, wyrzucamy lub oddajemy/ sprzedajemy te, których nie potrzebujemy, są zepsute lub po prostu ich nie chcemy.  Moja piwnica służy mi za suszarnię i zależało mi na dużej przestrzeni wolnej na środku. Więc wszystko co postanowiłam zostawić musiało się zmieścić na regałach i pod ścianą.
No dobra ale co zostało? Jeszcze dużo: krzesła zapasowe - składane, krzesełka i zabawki dziecięce  - nigdy nie wiadomo, pamiątki z życia chłopców, dodatkowa maszyna do szycia, stół, buty zimowe, sanki i łyżwy, sprzęt turystyczny. Jak widzicie nie wyrzucałam bez opamiętania :)

Gdy już powyrzucałam przyszedł czas na odkurzacz i ...koniec. Mam na regałach miejsce na ewentualne rzeczy z góry, poukładane to co musiało zostać i na środku miejsce do suszenia prania.
To naprawdę nie jest bardzo trudne. Trzeba oczywiście dobrze się do tego nastroić. Jest cała masa publikacji jak sprzątać lub zostać minimalistą, lecz dopuki sami nie dojrzejemy do tego to nic sie nie zmieni. To ja muszę mieć taką potrzebę bo to moje rzeczy mnie przygniatają. Co prawda mogą mnie przygniatać cudze rzeczy ale wtedy nie wyrzucamy tylko negocjujemy. Bez tego wewnętrznego bólu z nadmiaru nikt nie ruszy "zapasów i przydasiów" nawet jeśli strych będzie się od nich załamywał a do piwnicy nie da się wejść.


Czas na kolejne pomieszczenia
I być może znajdę czas na jakieś szycie
Pozdrawiam serdecznie
Karolina z Pracowni pod Aniołem